Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 999 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Masturbacja i pornografia- świadectwo Karola.

piątek, 02 stycznia 2009 18:14

 Witam! Chciałbym pokrótce przedstawić historię swojego życia, a dokładniej - doświadczeń z pornografią i masturbacją. Nie jest to temat łatwy, ale mam nadzieję, że uda mi się opisać wszystko, co ważne, i że list ten będzie przestrogą dla innych lub chociaż skłoni czytelników do zastanowienia się nad omawianymi problemami.

     Z masturbacją zetknąłem się bardzo wcześnie - w wieku 11 lat. Rodzice raczej unikali rozmów ze mną na tematy związane z ludzką seksualnością. Nie wiedziałem więc, że to, co robię to "masturbacja". Myślałem, że odkryłem coś, o czym inni nie wiedzą. Od początku byłem świadomy, że to, co robię jest niewłaściwe i że jest to grzech, ale była to dla mnie forma nieskromnej zabawy, więc nie widziałem w tym jakiegoś poważnego zła. A ponieważ ta "zabawa" sprawiała mi wielką przyjemność, praktykowałem ją dosyć często.

     Rok później zetknąłem się z pornografią. Pewnego dnia kolega namówił mnie na oglądanie nagranego na video Playboya. Cóż to było za przeżycie... Nigdy wcześniej nie byłem tak podekscytowany... Po fakcie wróciłem do domu, odczuwając taką przyjemność, że musiałem "coś z tym zrobić" - i dokonałem masturbacji. Szybko nauczyłem się, że wszelkie podniecenie seksualne można w ten sposób rozładować i że sprawia to ogromną przyjemność... A sam fakt, że jest to grzeszne, wydawał się bez znaczenia. Tym bardziej, że do spowiedzi chodziłem okazjonalnie, a powiedzenie księdzu, że "bawiłem się nieskromnie" (bo tak wtedy rozumiałem ten grzech) nie stanowiło dla mnie problemu.

     Próbowałem rozmawiać o tym, co robię, z kolegami, ale żaden nie miał pojęcia o co mi chodzi... Po kilku miesiącach sami mnie zagadnęli i zapytali czy się masturbuję. I okazało się, że moje odkrycie na temat tego, co można robić z własnymi narządami płciowymi, nie jest żadnym wynalazkiem, i że "masturbacja" (wtedy poznałem to słowo) to coś, co rodzaj ludzki już dawno wymyślił...

     Zacząłem dużo o tym czytać w "fachowej literaturze", z której dowiedziałem się, że onanizm to coś zupełnie normalnego, szczególnie w okresie dojrzewania. Moi koledzy również traktowali to zjawisko pozytywnie. To mnie uspokoiło. Nie pamiętam dokładnie, skąd dowiedziałem się, że oglądanie pornografii "pomaga" w masturbacji, ani kiedy sięgnąłem po pornografię, ale chyba było to wtedy, kiedy zauważyłem u siebie zainteresowanie płcią przeciwną. Najpierw były oczywiście roznegliżowane kobiety, czy "lekkie" sceny erotyczne w filmach. Ponieważ mieszkaliśmy w małym mieszkanku, w bloku, nie miałem własnego pokoju ani telewizora. Wykorzystywałem więc okazje, kiedy nikogo nie było w domu.

     Jakiś czas później zacząłem pożyczać od kolegów filmy na video, a mianowicie nagrywane przez nich Playboye. Filmy te dostarczały mocniejszych wrażeń. Masturbowałem się znacznie częściej, niż kiedykolwiek przedtem. Trwało to dość długi okres czasu.

     Pewnego dnia jeden z kolegów przyniósł mi, zamiast Playboya, niemiecki film pornograficzny. Takiego czegoś nie widziałem nigdy wcześniej. Na filmie były pokazane prawdziwe stosunki seksualne - i to z detalami (jeśli ktoś widział kiedykolwiek pornografię typu hardcore, to wie, o czym mówię). Z początku byłem tym zniesmaczony. Oddałem koledze film i pomyślałem sobie, że do "udanej masturbacji" wystarczy mi podniecający widok nagich dziewczyn z Playboya (te kobiety z niemieckiego filmu były mało pociągające). Jednak parę tygodni później sam poprosiłem go o ten film, gdyż kusiło mnie, żeby go jeszcze raz zobaczyć. Tym razem nie byłem nim tak zniesmaczony jak ostatnio. Można wręcz powiedzieć, że zaczęło mnie to podniecać. Na dobre zagłębiłem się w masturbacji i oglądaniu pornografii.

     Sytuacja uległa zmianie (na gorsze), gdy przeprowadziliśmy się do większego mieszkania. Miałem swój pokój i telewizor. W każdy weekend wyczekiwałem do późna w nocy na programy dla dorosłych (gł. na Playboye i filmy erotyczne), żeby się masturbować. Chodziłem zmęczony i nie wyspany. Trwało to kilkanaście miesięcy. Potem kupiłem komputer i podłączyłem się do internetu. To pozwoliło mi na dostęp do pornografii 24 h na dobę. Poza tym kupowałem czasami w kioskach filmy pornograficzne na VCD. Ich cena (9,99) i powszechna dostępność sprawiały, że nie miałem problemu z ich zdobyciem, a jeśli nawet, to zawsze pozostawał internet. Nie muszę dodawać, że była to pornografia typu hardcore, gdyż dziewczyny z Playboya nie dostarczały już takich wrażeń jak kiedyś. Poza tym dziewczyny z tych hardcorowych filmów były nieporównywalnie ładniejsze i atrakcyjniejsze seksualnie, od owych kobiet z pamiętnego niemieckiego filmu (co mnie wtedy bardzo cieszyło, zastanawiałem się jednak nad tym, co takie śliczne dziewczyny robią w filmach tego rodzaju).

     Moje życie religijne uległo diametralnej zmianie. Prawie zupełnie przestałem się modlić. Spowiedź stała się problemem... Wcześniej trochę wstydziłem się spowiadać z masturbacji i pornografii, szczególnie, że trzeba było nazwać rzecz po imieniu, ale nie sprawiało mi to większego problemu. Teraz, nie wiem dlaczego, zacząłem odczuwać paniczny strach przed spowiedzią. I nie miałem pojęcia skąd się to wzięło... Po spowiedzi było cudownie, czułem się spokojnie, obiecywałem sobie, że nigdy już nie zgrzeszę w ten sposób. Jednak pokusa była bardzo silna i zawsze ulegałem. A potem, przed spowiedzią (do której chodziłem bardzo rzadko, z okazji wielkich świąt, czyli chyba dwa, trzy razy do roku) miałem ochotę uciec z kościoła i nie przystępować do tego sakramentu. I może, gdyby księża przy spowiedzi byli dla mnie opryskliwi i robili mi wyrzuty, rozumiałbym swój strach, ale nie pamiętam, żebym trafiał na takich... W tej sytuacji nie umiem wytłumaczyć swojej ówczesnej awersji.

     Pewnego dnia zacząłem bluźnić przeciwko Bogu. Było to automatyczne i niezależne ode mnie (chociaż wtedy tego nie rozumiałem i byłem przekonany, że to ja bluźnię). Polegało to na tym, że przy styczności z czymkolwiek, co miało związek z religią, w mojej głowie pojawiały się bluźnierstwa (w większości przypadków - przekleństwa-epitety). Byłem zrozpaczony... Msza święta i codzienna modlitwa były dla mnie koszmarem... Koszmarem stała się również spowiedź. Szczególnie pierwsza po tym fakcie - ksiądz zadał mi długą pokutę. Postanowiłem, że nie zbluźnię juz nigdy więcej, jednak te przekleństwa na Boga i świętych pojawiały się dalej, a ponieważ byłem przekonany, że to ja, z własnej woli, bluźnię, spowiadałem się z tego tak, jakbym faktycznie to robił. Następnie usiłowałem ustalić skąd to się wzięło - doszedłem do wniosku, że to skutek oglądania pornografii i uprawiania samogwałtu. I że bluźnierstwa to efekt oddziaływania na mnie złych duchów (szatana). Szukałem pomocy u różnych księży przy spowiedzi, ale oni chyba nie rozumieli mnie tak, jakbym tego chciał... Pragnąłem zwrócić się całym sercem w stronę Boga, ale te bluźnierstwa mi to uniemożliwiały. Nie mogłem się modlić... Do spowiedzi biegałem co kilka dni, czasem nawet codziennie. Spowiadałem się z bluźnierstw, których nie potrafiłem wypędzić ze swojej głowy. Księża na próżno mi tłumaczyli, że to nie moja wina, że to są myśli pochodzące od szatana. Ja musiałem się z tego dokładnie wyspowiadać, bo wydawało mi się, że jak tego nie zrobię, to spowiedź będzie nieważna. Popadłem w skrupuły... Czułem przymus spowiadania się z najdrobniejszych grzechów. Nie umiałem określić ich ogólnie - musiałem opowiadać wszystko dokładnie, ze szczegółami. To wszystko sprawiło, że spowiedź stała się piekłem. Zrozpaczony, przestałem przystępować do tego sakramentu...

     Tym sposobem przestałem przystępować do sakramentów i modlić się. Chodziłem wprawdzie do kościoła, jednak jakim przeżyciem jest dla człowieka Msza, na której jest się obecny tylko ciałem, a duchem i świadomością już nie... Kościół wydawał mi się w tym wypadku stratą czasu - opuszczałem więc często niedzielną Mszę Św.

     Te wszystkie przeżycia były dla mnie tak okropne, że nie da się tego opisać. Nie życzę nikomu czegoś takiego. Prawie bez przerwy rozmyślałem, dlaczego mnie to spotkało. Zacząłem unikać ludzi, byłem skupiony wyłącznie na sobie. Z czasem popadłem w nerwicę i depresję. Nic mnie nie cieszyło. Aby odreagować w jakiś sposób te negatywne emocje, bardzo często sięgałem po alkohol. Upijałem się. Zacząłem palić papierosy. Całe szczęście, że nie sięgnąłem po narkotyki (a może tylko dlatego, że nie było mnie na nie stać). Przez tę nerwicę, zacząłem coraz więcej jeść, a właściwie napychać się jedzeniem do oporu. Przybrałem sporo na wadze. To wszystko sprawiło, że czułem się jak ostatni śmieć, nie wart nawet trącenia butem. Coraz częściej myślałem o samobójstwie - uchronił mnie przed tym chyba tylko strach przed wiecznym potępieniem.

     W sytuacji, kiedy człowieka nic nie cieszy, szuka on na siłę czegoś co sprawia przyjemność. Jak to było ze mną? Oprócz alkoholu, papierosów i opychania się jedzeniem, była to oczywiście masturbacja. Robiłem to, żeby zaznać jakiejś przyjemności i, choć przez chwilę, oderwać się od bólu, który mnie wyżerał od środka. Jednak była to przyjemność tylko chwilowa. Po fakcie miałem takie wyrzuty sumienia, że czułem się jak wrak. Podejmowałem dziesiątki prób skończenia z tym grzechem, jednak byłem za słaby. Wyrzuty sumienia powodowały u mnie jeszcze większą depresję, co domagało się coraz częstszego sprawiania sobie przyjemności przez masturbację i tak non stop. Błędne koło!

     Pornografia? Ależ oczywiście... Nie potrafiłem z niej zrezygnować. Mało tego, znudziły mnie "zwykłe" hardcorowe filmy pornograficzne. Zacząłem szukać coraz mocniejszych, przepełnionych agresją, bardziej wyuzdanych i perwersyjnych filmów. Pragnąłem oglądać filmy pedofilskie i ze zwierzętami. Jak dobrze że do nich nie dotarłem! Gdyby znudziły mi się wszystkie rodzaje twardej pornografii, to co wtedy? Aż strach pomyśleć... Przeszedłbym do czynów? Podobno większość przestępców seksualnych zaczynała od oglądania pornografii...

     Tego było za wiele... Zacząłem się modlić. Głównie był to różaniec. Oczywiście często porzucałem modlitwę, ale po kilku dniach czułem, że czegoś mi brakuje i rozpoczynałem od nowa. Po dłuższym czasie takiej modlitwy zacząłem odczuwać tęsknotę za Bogiem i sakramentami. Postanowiłem iść do spowiedzi. Oczywiście, że było trudno, gł. z powodu strachu. Ale kiedy udało mi się go przezwyciężyć i wyspowiadałem się, czułem się wspaniale. Jednak szatan nie chciał mnie wypuścić ze swoich więzów. Znów pojawiły się skrupuły, nasiliły bluźnierstwa. Nie byłem pewny, czy mogę chodzić do Komunii Św. Biegałem co chwilę do spowiedzi. Było to bardzo męczące psychicznie. Masturbacja, niestety, dalej trwała. Podejmowałem oczywiście próby zaprzestania, ale najdłużej udawało mi się wytrzymać przez miesiąc. Co ciekawe, szatan wypracował sobie pewien sposób, aby mnie kusić (czego ja wtedy nie dostrzegałem, ale teraz widzę to wyraźnie i robię wszystko, żeby nie dać się złapać): wystarczyło, że zobaczyłem zgrabną dziewczynę na ulicy i popatrzyłem na nią przez dłuższy czas z pożądaniem (w końcu coś takiego to nie pornografia i jak sobie od czasu do czasu popatrzę to się nic nie stanie - myślałem). Jednak po powrocie do domu było mi mało. Włączałem więc komputer i oglądałem dziewczyny w internecie. Nie nagie, ale w obcisłych ubraniach. Chwilę później patrzyłem już na roznegliżowane, następnie na całkiem nagie, później na nagie w wyuzdanych pozycjach, a kończyło się na pornografii typu hardcore i masturbacji. A przecież zaczynałem od patrzenia na pociągające dziewczyny na ulicy... Dobrze, że wreszcie dotarło do mnie dlaczego nie mogę spoglądać w ten sposób na kobiety.

    Postanowiłem, że nie będę więcej tego robił. Lepiej czasem odwrócić wzrok, niż skończyć tak, jak zwykle. Oczywiście, że było ciężko. Ale modlitwa była bardzo pomocna... W zasadzie, to było nieocenione źródło kontaktu z Bogiem. Człowiek nie dostrzega wartości modlitwy. Ale mówię Wam: to działa. Wiadomo, że nie od razu. Potrzeba czasu. Ale to działa. Kiedy po jakimś czasie uległem pokusie i włączyłem film typu hardcore, ku mojej wielkiej radości zauważyłem, że mnie to absolutnie nie podnieca - czułem obrzydzenie do tego, co oni tam wyprawiają. To samo obrzydzenie, jakiego doznałem kilkanaście lat wcześniej, kiedy pierwszy raz zobaczyłem ten niemiecki film...

     Jak wygląda moje życie teraz? Trwam w czystości ponad dwa miesiące (jest to dla mnie absolutny rekord). Modlę się codziennie. Nie oglądam pornografii, chociaż często mnie kusi... Bluźnierstwa w mojej głowie nie są już tak silne jak kiedyś. Marzę, że poznam kiedyś wspaniałą kobietę, która zostanie moją żoną. Wszystko układa się coraz lepiej i powoli odzyskuję równowagę. Wierzę, że kiedyś znów będę taki jak dawniej. Modlę się codziennie o to, by Bóg "naprawił" moje zniszczone sumienie i oczyścił moją duszę. I jak na razie On mnie wysłuchuje. Skończenie z masturbacją i pornografią było odcięciem się od tego, czym karmiłem szatana przez te wszystkie lata. To dzięki temu miał on nade mną taką władzę. Teraz staje się coraz słabszy. Czuję to wyraźnie.

     To chyba tyle... Nie chcę przeciągać mojego listu. Napisałem go po to, żeby przestrzegać Was przed "normalnych zachowaniem w okresie dojrzewania" jakim jest masturbacja oraz przed wszechobecną pornografią, która wydaje się nieszkodliwa (ale zaczyna się od gołych panienek, a kończy na filmach z udziałem dzieci i zwierząt). To tyle... Namawiam wszystkich do regularnej i częstej modlitwy, gdyż pozwala ona na wydostanie się z najgorszego bagna...

Moje życie jest na to dobrym przykładem.

     Z Bogiem!

Karol



Podziel się
oceń
17
0

komentarze (88) | dodaj komentarz

Onanizm- świadectwo Pawła.

piątek, 02 stycznia 2009 18:10

Sporo zastanawiałem się nad tym, jak napisać to świadectwo. Świadectwa innych, które miałem okazje wysłuchać np. na rekolekcjach czy dniach skupienia lub przeczytać w prasie czy Internecie były często spektakularne, pełne niezwykłych przeżyć i wydarzeń. Ludzie często zmieniali swoje życie i postępowanie pod wpływem tragicznych i bolesnych wydarzeń, niektórzy nawracali się dopiero gdy byli na samym dnie. Ze mną nie jest chyba aż tak bardzo spektakularnie.

Mam na imię Paweł, mam 20 lat i jestem studentem. Problem masturbacji nęka mnie już od kilku lat. Zaczęło się w podstawówce kiedy dowiedziałem się skąd się biorą dzieci i co to jest sex. Właściwie to chyba zupełnie naturalne że, dzieciaki w okresie dojrzewania interesują się swoim ciałem i zamianami jakie w nim zachodzą. Otrzymaliśmy od Boga dar płciowości oraz wolną wolę i to tylko od nas zależy jak wykorzystamy ten dar. Ja niestety wybrałem złą drogę.

Oczywiście, na samym początku nie byłem świadomy do końca co robię i nie wiedziałem czy to co robię jest dobre ale miałem jakieś intuicyjne przeczucie, że masturbacja jest grzechem, i że ranię w ten sposób Boga. Tak właściwie to od samego początku chciałem z tym skończyć, mówiłem sobie "to był ostatni raz, już nigdy więcej" szedłem do spowiedzi i myślałem, że wszystko będzie już OK, myślałem, że Bóg jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki uwolni mnie od tego problemu, że ja nie będę musiał się męczyć i wysilać, że to On załatwi całą sprawę za mnie. Zawsze jednak spotykało mnie rozczarowanie.

Stopniowo zacząłem szukać informacji na temat onanizmu w książkach medycznych, które znalazłem w domu, w Katechizmie Kościoła Katolickiego, w książkach do religii i innych. Znalazłem też sporo informacji w głupkowatych młodzieżowych gazetkach mówiących o tym, że masturbacja jest czymś zupełnie naturalnym i w ogóle nie ma się czym przejmować. Jednak jakoś nigdy nie wierzyłem tym piśmidełkom, większym autorytetem był dla mnie Katechizm. Niektórzy zarzucają Kościołowi, że w tej sprawie jest zbyt rygorystyczny i ma przestarzałe poglądy. Pamiętajmy jednak o tym, że wiara jest zbiorem nakazów i zakazów, dekalog nie jest kodeksem karnym, a ja nie jestem stawiany przed sądem, ja po prostu czułem, że to co robię jest grzechem i było mi z tym źle i wiedziałem, że muszę z tym skończyć.

Pochodzę z rodziny katolickiej, wiara jest dla mnie bardzo ważna, jestem ministrantem (teraz już coraz rzadziej, mam mniej czasu, studia itd. ale w tamtych czasach ministrantura była dla mnie bardzo ważna), zawsze byłem dobrze wychowanym, grzecznym i posłusznym dzieckiem - tak postrzegali mnie dorośli. Czasem miałem pretensje do całego świata, dlaczego ten problem dotyczy właśnie mnie, przecież zawsze byłem blisko Boga, nie zadawałem się ze złym towarzystwem. Dlaczego to spotkało właśnie mnie skoro jest tyle osób gorszych ode mnie, które powinny mieć większe predyspozycje do popadania w takie grzechy?

Strasznie ciężko było mi na duszy gdy z powodu masturbacji traciłem stan łaski uświęcającej, gdy nie mogłem z tego powodu przystąpić w niedzielę do Komunii.

Chyba w 6 klasie podstawówki zacząłem chodzić na młodzieżowe spotkania modlitewne do mojej parafii, bardzo mi to pomagało i rozwijało mnie wewnętrznie. Czasami też, niestety, miewałem złe oczekiwania w stosunku do tej grupy, myślałem sobie "Panie Boże zobacz jaki jestem dobry: jestem ministrantem, chodzę na spotkania modlitewne, co niedziela jestem na mszy (czasem nawet częściej) więc w zamian za to Ty ulecz mnie z moich złych skłonności i będziemy kwita". Takie myśli nie pojawiały się często ale niestety się zdarzały. Z Bogiem jednak nie można uskuteczniać takiego handlu wymiennego. Mimo że chodziłem na te spotkania wciąż miałem problem z masturbacją i wciąż klękałem przed kratkami konfesjonału z tymi samymi grzechami. Okres ten dał mi jednak bardzo, bardzo wiele (teraz wiem, że w moim życiu nic nie dzieje się bez przyczyny i bez Bożego zamysłu). Te kilka lat spędzonych w grupie modlitewnej jest teraz dla mnie swego rodzaju fundamentem, podstawą do mojej coraz dojrzalszej (choć wciąż jeszcze raczkującej) relacji z Bogiem. Niestety na początku liceum, głównie z powodu mojego lenistwa, przestałem chodzić na spotkania modlitewne. Teraz z perspektywy kilku lat bardzo mi tego brakuje, ale jednocześnie uświadamiam sobie, że te spotkania modlitewne z czasów podstawówki teraz procentują i coraz bardziej dostrzegam ich wartość. Obecnie zamierzam wstąpić do jakiejś grupy Oazy albo Odnowy w Duchu Świętym, jest mi to bardzo potrzebne, wiem że w grupie będzie mi łatwiej uporać się z własnymi problemami.

Wielką wagę ma także codzienna modlitwa która wyznacza swego rodzaju rytm dnia, to bardzo ułatwia w uporządkowaniu wszystkich naszych zajęć: pracy, nauki, zabawy (oczywiście w tej kwestii też jestem jeszcze początkującym;-)). Kiedy cały dzień jest uporządkowany to jakoś nie ma czasu na masturbację.

Bardzo ważny w "mojej drodze" jest sakrament pokuty, moje podejście do spowiedzi przez te wszystkie lata ewoluowało. Na samym początku straszliwie się wstydziłem wyznać ten grzech, bałem się reakcji księdza, strasznie kombinowałem jak to powiedzieć, jakich słów użyć. Bałem się, że wyjdę na jakiegoś zboczeńca, że ksiądz mi powie, że jestem za młody na popełnianie takich grzechów. Czasami moje wypowiedzi były wręcz udziwnione, wydawało mi się, że mówienie o problemach seksualnych w moim wieku nie przystoi, starałem się wypowiadać to jakoś łagodniej (a najlepiej gdyby ksiądz w ogóle nie domyślił się o czym mówię i żeby przypadkiem o coś nie wypytywał). Obecnie też mam z tym trochę problemów, słowo masturbacja wydaje mi się takie medyczne, mówię więc po prostu, że popełniałem grzech nieczystości dotykając się. Jednak coraz bardziej przekonuję się o życzliwości księży siedzących w konfesjonałach, oni doskonale wiedzą jak trudne jest wyznanie grzechów, szczególnie gdy są to zagadnienia tak wstydliwe i naprawdę chcą nam pomóc. Staram się pamiętać o tym, że ksiądz pośredniczy tylko między mną a Bogiem, że to Bóg mi wybacza.

Na początku biegałem do spowiedzi bardzo często i wciąż powtarzałem te same grzechy, zdarzało się, że nawet kilka razy w tygodniu. Czasami nawet niedbale przygotowywałem się do spowiedzi byle jak najszybciej wyrzucić to z siebie i mieć "czyste konto" żeby zaczynać od początku. Później jednak zachowywałem się inaczej, wydawało mi się, że takie ciągłe bieganie do spowiedzi nie jest odpowiednie, że jest wyrazem niedojrzałości, jak można wciąż wracać z tymi samymi grzechami i wypowiadać tą samą formułkę? Zacząłem szukać jakichś niezwykłych przeżyć. Wydawało mi się, że jak już popełnię ten grzech to musze trochę poczekać zanim pójdę do spowiedzi, że nie wypada tak od razu następnego dnia, że trzeba odbyć jakąś "kwarantannę", że muszę się w specjalny sposób przygotować, tak żeby kolejna spowiedź była jakaś wyjątkowa i przełomowa bo chciałem nie mieć po niej już żadnych problemów z własną seksualnością. Znów oczekiwałem od Boga czarodziejskiego uzdrowienia (Panie Boże ja idę do spowiedzi a Ty załatw za mnie cała brudną robotę). Doprowadziło to jednak do tego, że ta moja "kwarantanna" trwała czasem nawet kilka miesięcy a ja zamiast w tym czasie przygotowywać się do tej jedynej i przełomowej spowiedzi brnąłem coraz bardziej w grzech i oddalałem się od Boga. Rzeczywiście w takich chwilach potrzebowałem silnych wrażeń ale zwykle polegały one nie na tym, że kolejna spowiedź była pełna uniesień i metafizycznych przeżyć, ale na tym, że dostawałem porządnego kopa, gdy uświadamiałem sobie, że upadłem już tak bardzo nisko.

Teraz już wiem, że takie podejście nie jest zbyt dobre, że nie należy poszukiwać niesamowitych przeżyć religijnych w spowiedzi, czasem lepiej następnego dnia po tym jak upadniemy szybko pobiec do spowiedzi (może nawet bez najlepszego przygotowania się do sakramentu) tylko po to żeby nie zabrnąć dalej w grzech masturbacji. Oczywiście nie jest to łatwe, i również teraz mam okresy gdy przez dłuższy czas nie idę do spowiedzi ale doskonale wiem że muszę się w tej kwestii pilnować bo im bardziej oddalę się od Boga (im dłużej jestem w stanie grzechu ciężkiego) tym trudniej później wrócić na właściwą drogę.

Z uświadomieniem sobie mojego problemu też bywało różnie. Początkowo zastanawiałem się czy masturbacja jest w ogóle grzechem. Próbowałem wyznaczyć granice, która oddzieli to co jest grzechem od tego co nim nie jest, inaczej mówiąc wyznaczałem sobie granicę między tym co jest zabronione a tym na co mogę sobie jeszcze pozwolić. Chodziło w tym chyba głównie o to żeby się usprawiedliwić i wytłumaczyć przed samym sobą. Takie podejście nie jest zbyt słuszne bo przypominało to raczej chłodne rachowanie i podsumowywanie ilości grzechów i dobrych uczynków. Nie musimy robić przecież żadnych bilansów, wiara na tym nie polega. Stopniowo zrozumiałem, że powinienem kierować się tym co podpowiada mi serce i sumienie. Ważnym momentem było uświadomienie sobie własnych słabości i problemów z masturbacją, było to bardzo trudne i nie nastąpiło z dnia na dzień, musiałem do tego po prostu dojrzeć. Pamiętam, że wyczytałem gdzieś, że masturbacja może przerodzić się w uzależnienie, strasznie mnie taka perspektywa przeraziła. Z jednej strony nie chciałem w ogóle przyjąć tego do wiadomości a z drugiej wiedziałem, że osoby, które są od czegoś uzależnione największy problem mają zwykle z przyznaniem się przed samym sobą do własnego problemu. Bardzo boję się, że kiedyś mogę nie kontrolować sfery seksualnej mojego życia, że mogę stać się niewolnikiem masturbacji. Wydaje mi się, że pierwszym krokiem do naprawy swojego życia jest to aby stanąć w prawdzie i uświadomić sobie swój problem i bezsilność w tej kwestii, aby już więcej się nie oszukiwać. Dopiero wtedy można powierzyć tę sprawę Bogu.

Obecnie jestem na etapie ciągłego stawania w prawdzie wobec siebie. Doskonale zdaję sobie teraz sprawę, że mam problem z masturbacją (i to duży), wiem, że jestem w tej sprawie coraz bardziej bezsilny, że może doprowadzić mnie to do uzależnienia i zniewolenia. Myślę, że nie jest to jeszcze w moim przypadku nałóg lecz w każdej chwili może się w niego przerodzić. Dodatkowym bodźcem, który mobilizuje mnie do zmiany postępowania były chwile gdy upadam bardzo nisko, zdarzało się bowiem, że masturbowałem się nawet kilka razy dziennie, oglądałem pornograficzne strony internetowe, odwiedzałem czaty gdzie onanizowałem się z innymi chłopakami (zacząłem się nawet obawiać o swoją orientację seksualną), z powodu masturbacji zawaliłem nawet kolokwia i egzamin, zauważyłem, że czasem trudno jest mi się skupić z tego powodu na nauce, niekiedy masturbacja stawała się dla mnie ważniejsza niż obowiązki na studiach. Masturbacja była więc jedną z przyczyn kilku moich życiowych porażek. Gdy tak racjonalnie patrzyłem na moje postępowanie zastanawiałem się jak człowiek, który uznaje się za osobę kulturalną, wierzącą, zdobywającą wyższe wykształcenie może postępować tak prymitywnie. Wiem jednak, że Bóg czasem pozwala upaść człowiekowi tak nisko żeby mógł się odbić od dna. Ale przede wszystkim wiem o tym, że z tego można wyjść!!! Przekonałem się że jest i będzie to trudna i długa droga, mogę jeszcze wiele razy upaść. Ważne jest żeby się nie załamywać i nie poddawać, wiem, że Bóg będzie mnie prowadził i pomoże mi w tej drodze. Cieszę się z każdego dnia, który przeżyłem w czystości i głęboko ufam w to, że z Bożą pomocą będę mógł kiedyś powiedzieć, że jestem już całkowicie wolny. Boję się powiedzieć, że już nigdy więcej nie popełnię grzechu masturbacji ale zrobię wszystko aby kiedyś nadszedł taki dzień, a może rzeczywiście już nadszedł ... :-)

Moim ostatnim sukcesem jest wytrwanie w czystości przez 33 dni, przez cały Adwent i chwała za to Panu!!!




Podziel się
oceń
2
0

komentarze (35) | dodaj komentarz

ONANIZM- Jak się z tego uwolnić?

czwartek, 01 stycznia 2009 19:03
Kiedyś z ciekawości spróbowałem onanizmu (samogwałtu), potem ciągnęło mnie to, szczególnie w momentach napięcia, skłócenia, zmęczenia... Teraz już nie potrafię się z tego wyzwolić, ale to mnie męczy. Jestem potem poniżony, czuję się podle. Czy jest z tego wyjście?


Tak, jest wyjście z tego więzienia, z tego uzależnienia. Nie wystarczą jedynie chęci („chciałbym")- trzeba mocno decydować się: „Chcę się leczyć!" O to chodzi, szczególnie wtedy, jeżeli to uzależnienie przechodzi w nałóg. Wtedy już nie wystarczy zakaz lub świadomość grzechu. Uzależnienie (lub nałóg) zmienia charakter i osobowość człowieka. Jest w pewnym sensie chorobą, z której trzeba się leczyć, podobnie jak z alkoholizmu, czy narkomanii itp.

Jak każde leczenie, także wyzwolenie z onanizmu (masturbacji, samogwałtu, nałogowego samozaspokojenia) wymaga nie tylko jasnej decyzji, ale też pewnego czasu i fachowej rady, to znaczy pomocy kompetentnej osoby, która towarzyszy człowiekowi walczącemu z tym problemem, aż znajdzie pełną wolność.


Często już spowiadałem się z grzechu onanizmu, ale mam wrażenie, że to mi nic nie pomaga. Coraz bardziej wstydzę się, rośnie we mnie niechęć wobec Boga i modlitwy. Dlaczego nie czuję łaski sakramentu?


Sakrament pokuty i pojednania (spowiedź) nie jest automatem, który zmienia człowieka bez jego własnego udziału w leczeniu. W regularnej spowiedzi chodzi nie tylko o rozgrzeszenie, ale również o kierownictwo duchowe i poradnictwo w problemach życiowych. Dlatego powinieneś rozmawiać o twoim problemie onanizmu ze stałym spowiednikiem, lub inną doświadczoną osobą, która dobrze pozna ciebie i będzie mogła udzielić rady na różnych etapach leczenia. Dopóki traktuje się onanizm tylko jako przestępstwo lub grzech, a nie zarazem jako słabość, z której trzeba leczyć się etapami- są marne szanse, by dążyć do pełnej wolności i dojrzałości erotycznej. Trzeba więc mieć stałego spowiednika, a nie „skakać" od jednego do drugiego. Pacjent, który ze swoją chorobą co tydzień (miesiąc...) chodzi do innego lekarza, właściwie nie leczy się. Po pewnym rozejrzeniu się trzeba zaufać jednemu i trzymać się jego, również wtedy, gdy rady lub wymagania są niewygodne.


Od czego trzeba zacząć leczenie z onanizmu, jeśli ten problem jest już stary, a nawet „chroniczny"?


Jak każdy nałóg, także regularne onanizowanie się, występujące przez dłuższy okres czasu, zmienia osobowość człowieka. Leczenie z wpływu tego nałogu na życie można porównać z generalnym remontem domu.

a)      Najpierw trzeba wzmocnić „fundamenty". W naszym wypadku oznacza to troskę o życie fizyczne. Dla młodego człowieka jest ważne, by nie tylko starał się o zdrowe odżywianie się (właściwa miara, jakość), ale też miał wystarczająco ruchu (sport, gimnastyka, spacery...).

b)      Potem odnawiamy „ściany", to znaczy życie psychiczne. Aby wyjść z nałogu, trzeba nie tylko dowiedzieć się, na czym polega problem nałogu (informacja, odpowiednia literatura itp.). Tak samo ważne jest umocnienie własnej woli i budzenie zdrowych uczuć. Z jednej strony chodzi o ćwiczenie woli, na przykład przez odmówienie sobie czegoś dobrego (wyrzeczenie), przez punktualność, słowność, wytrwałość w pracy itp. Z drugiej strony trzeba odkryć na nowo radość serca, życzliwość, uśmiech, serdeczność itp. Przy tym pomaga odkrycie i uznanie własnych dobrych cech i talentów. Należy chwalić i wynagradzać takie małe kroki na drodze do wolności i zwycięstwa. Niedobrze jest tylko krytykować własne braki i błędy. Przecież jest w tobie tyle dobrego! Warto zaakceptować siebie takim, jakim jesteś.

c)      Dalej trzeba sprawdzić „stropy", a więc relacje do innych, do społeczeństwa. Nie ma szans właściwego leczenia ten, kto nie potrafi pojednać się z innymi. Dopiero w jedności z otoczeniem człowiek znajduje też jedność z sobą, a więc dojrzałość. Szczególnie problem onanizmu polega na tym, że uzależniona osoba jest za bardzo skoncentrowana na sobie i przywiązana do siebie, za mało szuka i za mało odnajduje swojego zadowolenia i szczęścia w jedności z innymi. Kto miłuje drugiego „jak siebie samego" (por. Mt 22,39), nie potrzebuje onanizmu, aby czuć się dobrze, aby znaleźć spokój, ulgę, odprężenie... Właściwa przyjaźń, udział w zdrowej grupie, zaangażowanie się w dobrym klubie lub zespole, orkiestrze itd. bardzo pomagają w tym, aby stać się wolnym od onanizmu.

d)      Na końcu trzeba myśleć o remoncie „dachu", to znaczy o życiu duchowym, o właściwej relacji do Pana Boga, dobrej modlitwie. Bez tej „Wyższej Siły" ciężko jest wyjść z nałogu. Serce modlitwy to zaufanie. Przez czytanie Pisma Świętego, częsty udział w Komunii Świętej, przez czytanie duchowe i dobre rozmowy, przez uczestnictwo we wspólnocie, która daje świadectwo wiary, przez kierownictwo duchowe (nie tylko pod względem wyjścia z nałogu)- przez to wszystko można umacniać i rozwijać życie duchowe.

Owszem, kolejność prac w ramach „remontu generalnego" jest sprawą otwartą. Najlepiej uzgadniać ja z tym, który prowadzi cię w procesie leczenia. Nieraz pierwsza potrzeba polega na tym, by zatkać największe dziury w dachu. Także inne prace mogą być potrzebne równocześnie. Jak zwykle trzeba unikać skrajności: nie za dużo, nie za mało, nie za szybko, nie za wolno.


Czy onanizm jest ciężkim grzechem? Czy ten nałóg wyklucza przystąpienie do Komunii Świętej?


Z tym jest bardzo różnie. Kto poważnie zaniedbuje swój rozwój erotyczny, kto świadomie pozwala sobie na taki nałóg, kto z wygody nie chce się leczyć, ten odcina się od łaski Bożej, szkodząc poważnie swojemu życiu. Taki człowiek nie może przystępować do Komunii Świętej (brać w pełni udziału w Eucharystii) bez uprzedniego pojednania się z Panem Bogiem, Kościołem i sobą (spowiedź, podjęcie decyzji leczenia z nałogu).

Inaczej wygląda sytuacja tego, który uczciwie pracuje nad sobą z pomocą kompetentnego doradcy. Kto regularnie przystępuje do spowiedzi, niech uzgodni ze swoim spowiednikiem, jak często może lub powinien przyjmować Komunię Świętą, nawet jeżeli jeszcze nie jest wolny od upadków i leczenie potrzebuje dłuższego czasu. Nie każdy pojedynczy akt onanizmu jest zawsze pełnym grzechem.


Czy zmazy nocne (polucje) są grzechem?


O ile polucje są naturalną reakcją organizmu (wyzwolenie się z nadmiaru zbierających się plemników), takie „zmazy nocne" nie są grzechem i nie trzeba się z tego spowiadać. Zdarza się jednak, że takie reakcje są spowodowane przez niewłaściwe zachowanie się w ciągu dnia (oglądanie erotycznego filmu, pornograficznych gazet lub miłosne przesady w relacji do dziewczyny itp.). W tym wypadku właściwy grzech nie polega na polucji- grzesznym błędem jest brak roztropności i skromności w ciągu dnia (na przykład oglądanie pornografii) i z tego trzeba się spowiadać. Nieprzyzwoite obrazy, żarty, sceny... nie są grzechem, ale pokusą, nawet jeżeli rozbudzają erotycznie (nieskromne wyobrażenia, erekcja...) Nie ma obowiązku spowiadania się z tych pokus, ale ze względu na kierownictwo duchowe może być wskazane, by mówić o nich. W tym wypadku nie należy zagubić się w opisywaniu detali. O ile to możliwe, trzeba uciec od takich pokus im wcześniej, tym lepiej. W takich sytuacjach ucieczka jest najlepszą walką.


Czy istnieje jakieś szczególne lekarstwo („witamina"), które umacnia w procesie wyzdrowienia z nałogu onanizmu?


Jeżeli ktoś ma problem z płucami, to wysyła się go zazwyczaj nad morze, by oddychał zdrowym powietrzem. W wypadku leczenia z onanizmu zdrowe otoczenie, bez nieczystej atmosfery (towarzystwo, porno...) już dużo pomaga. Szczególnym darem na drodze do dojrzałej miłości jest zdrowa relacja do Maryi, Matki Jezusa. Kto lubi przebywać z Nią (nabożeństwo majowe, różaniec itp.), czerpie potrzebne „witaminy" duchowe, które przybliżają go do samego Chrystusa. W jedności z Chrystusem stajesz się pełnym, dojrzałym człowiekiem. Przez Niego rozwija się twoje ojcostwo lub macierzyństwo duchowe, nawet zanim wyjaśni się, czy masz powołanie do życia w naturalnej, czy duchowej rodzinie. Jeżeli patrzysz na drugiego człowieka ojcowskim sercem, jak Jezus, jak święty Józef, jak Ojciec święty... jeżeli kochasz ludzi matczynym sercem jak Maryja, to najszybciej wyleczysz się z twojego nałogu. Szukaj ludzi, którzy z pomocą Słowa Bożego będą uczyli ciebie żyć jak Jezus, jak Maryja, a będziesz wolny i dojrzały.

 

 

Ks. Winfried Wermter CPPS, Onanizm- jak się z tego uwolnić?, POMOC Wydawnictwo Misjonarzy Krwi Chrystusa, Częstochowa 1999.


Podziel się
oceń
43
3

komentarze (104) | dodaj komentarz

PORNOGRAFIA- o co tu chodzi?

czwartek, 01 stycznia 2009 18:59

Czasami młodzi ludzie przyznają się, że oglądali „filmy dla dorosłych". Czy to dziwne określenie nie wskazuje na to, że te dzieci są wychowywane w klimacie pruderii? Czy nie powinny wiedzieć i widzieć co się dzieje na tym świecie?

 

Zgoda! Wyraz „filmy dla dorosłych" nie jest szczęśliwy, a nawet mylny. Jeżeli chodzi o filmy pornograficzne, to one są niedobre również dla dorosłych. Owszem, dla dzieci są jeszcze bardziej szkodliwe (podobnie jak palenie papierosów, używanie alkoholu i tp.). Młody człowiek w wieku dorastania bardziej wrażliwie reaguje na obrazy pobudzające nadmiernie jego seksualność. To prowadzi do zaburzeń w rozwoju i raczej przeszkadza w dojrzewaniu, a nie wspiera go.

Mogą istnieć takie filmy lub publikacje, które dojrzały człowiek ogląda z mniejszą szkodą, ale jeżeli chodzi o właściwą pornografię, to także w nim pozostawia ona negatywne ślady. Powinniśmy pornografię zawsze nazywać po imieniu, będąc świadomi, że ona jednak jest szkodliwa dla wszystkich. Wyraz „filmy dla dorosłych" przypomina, że prawodawca kiedyś bardziej konsekwentnie chronił młodzież, zostawiając dorosłym więcej wolności. Jeżeli jednak człowiek mając 18 i więcej lat decyduje się na konsumpcję szkodliwych produktów, to wobec prawa może być w porządku, ale nie automatycznie jest tak wobec sumienia. Uważam, że lepiej nie mówić o „filmach dla dorosłych", ponieważ oni też obciążają swoje sumienie.



Dlaczego pornografia ma być tak szkodliwa? Czy nie lepiej powiedzieć dziecku prawdę o życiu i jego powstaniu, aniżeli ogłupiać je bajką o bocianie? Przecież ludzkie ciało i seksualność są dziełem Boga.

 

I dlatego ludzkie ciało i seksualność są cennym darem, który młody człowiek może i musi odkryć, aby go cenić. Też jestem przeciwko używaniu bajki o bocianie, to tylko niszczy w dzieciach zaufanie do dorosłych i prowadzi do szukania prawdy w niewłaściwych źródłach. Ale pornografia na pewno nie nadaje się na środek dydaktyczny w trakcie uświadamiania dzieci. Istota pornografii polega na budzeniu instynktów i pragnień, aby prowadzić do przeżycia seksualnego i do naśladowania. Akurat nie o to chodzi w nauczaniu młodzieży, której mamy przekazać wiedzę rozwijając odpowiedzialność na podstawie etyki i moralności. Dlatego uświadomienie dzieci powinno być przede wszystkim sprawą rodziny. Sama nauka biologii nie wystarczy. Pornografia nie uczy, ale zaślepia- nie pomaga w życiu, ale uzależnia.



Dlaczego pornografia ma być takim złem? jest przecież dużo ludzi, którzy nie mają partnera seksualnego, a też potrzebują trochę przyjemności. Czy nie lepiej pomagać im przez porno, niż ryzykować więcej gwałtów?

 

Pornografia jako pomoc w problemach seksualnych to ślepa ulica (podobnie jak inne formy uzależnienia) pod pretekstem pomocy ludziom w kłopotach. Jak alkohol nie pomaga rozwiązywać problemów życiowych, papierosy nie nadają się na środek uspokajający, a narkotyki nie są źródłem właściwego szczęścia, tak samo seksualizm nie daje rozwoju i radości życia. Obojętnie czy w kontakcie z drugą osobą lub w relacji do samego siebie (onanizm), czy z pomocą środków pobudzających (wzrokowych, słuchowych, farmakologicznych) erotyzowanie się w celu przeżycia przyjemności degraduje człowieka.

Seksualność jest dana człowiekowi nie przede wszystkim po to, aby przeżyć przyjemność, ale aby był szczęśliwy pogłębiając i przekazując własną miłość. Ona jest wyrazem wzajemnego dawania i przyjmowania, jest owocem szacunku, życzliwości i często też ofiarności dla dobra ukochanej osoby. Pornografia natomiast budzi egoistyczne instynkty, prowadzi do postawy konsumpcyjnej, do używania dla własnej przyjemności tego co ma służyć miłości i życiu. Dlatego nie pobudza miłości, ale ją niszczy.

Kto chce pomagać ludziom samotnym lub nieszczęśliwym w małżeństwie, niech uczy ich kochać też niezależnie od seksualności. Opanowana seksualność jest źródłem szczęścia dla wszystkich, czy przed małżeństwem, w małżeństwie, czy w innym powołaniu.



Czy dobry film pornograficzny nie może być jednak pomocą dla małżeństw, w które wkradła się nuda, ponieważ nie umieją sobie nawzajem dać satysfakcji erotycznej?

 

Niestety, tak nie można ratować sytuacji. Jeżeli brakuje harmonii i satysfakcji w intymności małżeńskiej, to raczej nie jest problemem łóżka, ale zazwyczaj braku wyrozumiałości, delikatności i pomocy wzajemnej... w ciągu całego dnia. Całe życie współmałżonkowie powinni się starać o pogłębienie wzajemnej miłości. Sfera erotyczna jest przy tym tylko jednym, chociaż ważnym aspektem. Przez oglądanie filmów, lub innych produktów erotycznych współżycie małżeńskie może ucierpieć wielką szkodę. Często pornografia jest powodem nawet gwałtów w małżeństwie, ponieważ porno nie pobudza miłości, ale prowadzi do egoistycznego i poniżającego używania drugiej osoby. Rozumiem dobrze kobietę, która opowiadała o tym, jak szczęśliwa była, kiedy mąż spokojnie i zdecydowanie wstał, i bez większego komentarza wyłączył telewizor, gdy zaczęło się jakieś porno. Ona była nie tylko wdzięczna mężowi, ale rósł w niej szacunek i miłości do partnera.



Cały świat jest pod wpływem pornograficznych obrazów. Trudno znaleźć warsztat lub biuro, gdzie nie wisi jakieś „jednoznaczne" zdjęcie. Czy nie lepiej hartować się i być normalnym, niż wszędzie przeżywać skrępowanie?

 

Nie ma hartowania od środków uzależniających. Do pewnego stopnia można się przyzwyczaić do pornograficznych obrazów (jak np. do papierosów), ale to nie znaczy, że palenie jest już nieszkodliwe. Wydaje mi się, że dla człowieka jest większym wstydem, jeżeli nie krępuje się wobec pornograficznej reklamy i podobnych obrazów (udając obojętność), niż wyrażenie niezgody. Wszyscy ludzie dobrej woli czując odpowiedzialność wobec społeczeństwa powinni głośno protestować wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe. Trzeba bojkotować produkty reklamowane z pomocą pornograficznych obrazów. Dlaczego nie protestować w sklepie, w urzędzie, w warsztacie... gdzie wiszą niemoralne obrazy? Opowiadał uczeń pewnej drukarni, jak w „świętym gniewie" zdjął demonstracyjnie powieszone tam zdjęcie pornograficzne, wymieniając je na obraz Matki Bożej. Był dobrym i lubianym kolegą i dlatego przeszedł mu ten „numer". Można pamiętać o tym, co mówił Jezus: „do każdego, który się przyzna do mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w Niebie." (Mt 10,32). Nie zawsze jest możliwe lub wskazane w ten sposób walczyć z pornografią, ale nic nie robić i na wszystko pozwalać- to jeszcze gorzej. Trzeba bronić godności człowieka!



Jak dzieci uchronić przed pornografią? Przecież wszędzie można dostać takie gazety i filmy video. Nawet telewizja nie jest od tego wolna.

 

Szczęśliwa rodzina, która decyduje się na życie bez telewizora! Nieraz słyszałem od odpowiedzialnych młodych ludzi: dopóki nasze dzieci są małe, nie będzie w naszym domu telewizora (przecież szkodzi im nie tylko porno). Owszem, takie życie bez telewizora wymagałoby więcej aktywności od rodziców, jeżeli chodzi o wypełnienie czasu wolnego.

Ale akurat ten wspólnie przeżyty czas zabawy, wycieczek itp. tworzy więcej zaufania między rodzicami a dziećmi. To zaufanie znowu jest potrzebne, aby przekazać dzieciom wartości odmienne od tych, które poznają na ulicy i w szkole. Kto dzisiaj chce wychowywać dzieci ograniczając wpływ porno do minimalnej „dawki", musi inwestować w formacje ich sumienia. Jeżeli przez poznanie dobrych obrazów uczą się cenić właściwe piękno świata i człowieka, to już nie tak szybko ulegną pokusom fałszu zawartego w porno. Dobra formacja sumienia zawiera nie tylko przestrogi i zakazy wobec zła zawartego w porno, ale prowadzi do piękna, czystości, harmonii, szacunku i miłości. Na ile to możliwe, trzeba ograniczać wpływy porno na dzieci i jeszcze bardziej budzić w nich zdrowe ideały i miłość do Boga. Wtedy mogą same walczyć i obronić się, jeżeli rodzice i wychowawcy już nie mają możliwości bliskiej ochrony i opieki.



Czy oglądanie pornograficznych gazet lub filmów jest takim grzechem, z którego trzeba się spowiadać?

 

Prawnie jesteśmy zobowiązani do spowiedzi ze wszystkich ciężkich grzechów. Do tego wielkiego Sakramentu pojednania z Bogiem i z ludźmi nie powinniśmy jednak podchodzić tylko prawnie. Ważniejsze od legalistycznego rozróżnienia tego, co czy w szczególnym przypadku oglądanie porno było „ciężkim" czy „lekkim" grzechem, jest zrozumienie i przyznanie się, że człowiek pozwolił sobie na niedojrzałe i szkodliwe postępowanie. Liczy się nie tyle poszczególne postępowanie, ile zwyczaj oraz stosunek do seksualności i czystości w ogóle. Każdy rozumie istotną różnicę pomiędzy oglądaniem porno przypadkowo (chociaż niepotrzebnie długo, bez pilnowania oczu), a oglądaniem kaset pożyczonych z premedytacją. To drugie może stać się nawet „ciężkim" grzechem ze względu na przykre konsekwencje (wobec samego siebie i innych).

Kto uczciwie przystępuje do sakramentu pokuty i pojednania, mówi o wszystkim, co poważnie przeszkadza w relacji do Pana Boga i bliźniego. Czasami ze względu na kierownictwo duchowe wskazane jest spowiadać się nawet z poważniejszych pokus. Kto chce stać się dojrzałym i kochającym człowiekiem na wzór Chrystusa, musi uczciwie starać się o czystość. To zaczyna się od pilnowania oczu. Nie wszystkie obrazy są przydatne, nie każda przyjemność jest dobra, nie zawsze to, co ciekawe, prowadzi do pogłębienia prawdy.

Aby widzieć lepiej i głębiej istotę stworzenia i człowieka, aby rozumieć wielkość i piękno planów Boga, i znaleźć swoją rolę w nich, trzeba się świadomie ograniczyć. Kto nie potrafi mówić NIE temu wszystkiemu co prymitywne, powierzchniowe i niedojrzałe, nie będzie też umiał mówić TAK temu, co wartościowe, piękne i dojrzałe. Często jest to potrzebne- z wyraźną niezgodą odejść z pokoju, jeżeli wspólnie ogląda się niedobry film i nie jest możliwe przekonać wszystkich, że lepiej jest zmienić program. Kto jednak mimo jasnych sygnałów w sumieniu zostaje w pokoju, powinien spowiadać się nie tylko z tego, że oglądał pornograficzny film, ale również z tego, że był tchórzem zdradzając własne sumienie, że szanował bardziej człowieka niż Boga...


Jak się oczyszczać, jeżeli przeżycie pornograficznych obrazów działa dalej w człowieku nie dając mu spokoju, szczególnie w momentach modlitwy?

 

Nie trzeba się dziwić, że nieczyste obrazy (lub uczynki) działają jeszcze długo na człowieka, nawet po oczyszczeniu sakramentalnym (spowiedź). Przecież takie obrazy działają nie tylko w momencie oglądania, ale zakodowują się głęboko w pamięci człowieka, głębiej niż inne przeżycia. Mimo woli wracają z podświadomości- i to najczęściej wtedy, kiedy są najmniej potrzebne, zwłaszcza w czasie modlitwy. Co można uczynić dla oczyszczenia pamięci i wyleczenia uszkodzonej osobowości? Nie wystarczy, jeżeli ktoś tylko nie używa dalej tego co szkodliwe.

Jest wskazane, by świadomie i regularnie patrzeć na to, co piękne. Harmonia przyrody, dzieła prawdziwej sztuki i jeszcze bardziej kontakt z ludźmi „czystego serca" oczyszczają splamioną osobowość człowieka. Szczególną leczniczą moc mają ikony Chrystusa, Matki Bożej i innych świętych. Samo spojrzenie i kontemplacja mogą stać się modlitwą, która działa głęboko na człowieka, „ładującego się" tym, co święte. Przecież to najwyższe powołanie tego, który został stworzony „na obraz i podobieństwo" Boga. Mamy stać się żywymi obrazami Boga na tym świecie. W tym celu jest nam dane Słowo Boże i sakramenty, podczas gdy używanie pornografii niszczy obraz Boga. Jedność z Chrystusem odnawia i uszlachetnia istotę i piękno człowieka.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Czas zrobić porządek...

niedziela, 28 grudnia 2008 15:04
Do 'Upadłego'
Jeśli masz taką nieprzebraną ochotę dzielenia się swoimi przeżyciami to zapraszam tu: w.niewoli.swego.ciała@wp.pl
i daruj sobie już te rzewne komentarze, które do niczego nie prowadzą!
Tobie potrzeba pomocy, a nie użalania się nad sobą!
Przestań robić z siebie szmatę w tych wszystkich komentarzach tylko weź się w garść i do roboty! ! !
Czekam na kontakt pod w/w adresem!

Astarte.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

sobota, 29 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  70 758  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Statystyki

Odwiedziny: 70758
Wpisy
  • liczba: 22
  • komentarze: 315
Bloog istnieje od: 3409 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl